Moja banda doskonała: Filuś, Czarna oraz Mała
Blog > Komentarze do wpisu

O incydencie, który miał miejsce i o niesieniu pomocy ciężaróweczce.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że dzisiejszy wpis nie jest przeznaczony dla Czytelników o wrażliwej duszy i uczulonych na bluzgi z ust kobiety.

Choć minęło już sporo czasu i wszystko, jak na to wskazują znaki, zakończy się dobrze, to na samo wspomnienie tamtych chwil, lekko zaczyna mi się gotować krew w żyłach. Jako, że jestem kobietą, jak twierdzą moi najbliżsi apodyktyczną, egoistyczną i surową to wyobraźcie sobie, jak wtedy musiałam się gotować.

Wierni Obserwatorzy, wiedzą, że pod moją i Maryli opiekę trafiła Suzi, ciężarna kotka zostawiona tak samo jak Toffik, przez właścicieli, którzy wyprowadzili się z naszej ulicy. Ponieważ ciąża Suzi była już za wysoka na aborcję i sterylizację, po uzgodnieniach z naszą Panią wet, mieliśmy wszyscy czekać na naturalne rozwiązanie, by później w humanitarny sposób rozwiązać problem z miotem a w późniejszym terminie przeprowadzić sterylkę.

Suzi. Zdjęcie zrobiłam jeszcze w lutym.

Jakieś dwa tygodnie temu, koło godziny 17 zaniepokojona Maryla zadzwoniła do mnie:

- Pani Agnieszko, niech mi pani da transporterek, bo chyba muszę jutro rano podjechać z Suzi, do weterynarza. Coś jest nie tak, odeszły jej wody a ona nie może się okocić. Nie miauczy, nie rusza się, tylko leży w swoim legowisku koło pralki.

Nie wiele myśląc mówię:

- Pani Marylo, nie jutro, dzisiaj jedziemy! Jak Pani chce, to odpalam auto i już! Tu trzeba działać!

Zapakowałyśmy Suzi do transporterka i jazda do lecznicy. Suzi faktycznie wyglądała nieciekawie. Apatyczna i rozbeczkowana tak, że gdy brałam ją na ręce myślałam, że żebra jej połamię.

W naszej lecznicy akurat pełnił dyżur lekarz, za którym osobiście nie przepadam, ale przecież w takiej sytuacji nie ma co wybrzydzać. Kotce trzeba ulżyć i ratować jej zdrowie a może nawet i życie.  Pan weterynarz, po wysłuchaniu naszej historii o Suzi, kotkę obejrzał, sprawdził rozwarcie i postawił diagnozę;

- Akcja porodowa niby jest, bo rozwarcie jest, ale coś blokuje ujście, Może się płód źle ułożył. Trzeba by było zrobić cesarkę.

Po tych słowach odwraca się do biurka, spogląda na zegar i  kalendarz, i drapiąc się po głowie mówi dalej:

- Tylko jest problem, bo ja o tej godzinie już jej tej cesarki nie zrobię. Po drugie, jak widzicie jestem dzisiaj sam a jutro już mamy zaplanowane dwa zabiegi.

I tyle...dosłownie... tyle. Mnie zamurowało. Maryla, zrezygnowana zamyka z Suzi w środku transporterek i prosi tylko o choćby jakiś zastrzyk wywołujący poród. Lekarz odmawia z racji mogących wystąpić powikłań włącznie z rozerwaniem pochwy. Ochłonąwszy mówię:

- Panie doktorze, rozumiem i przyjmuję do wiadomości, że nie ma Pan możliwości wykonania cesarki. Proszę w takim razie skierować nas do innej lecznicy gdzie ten zabieg zostanie przeprowadzony. 

Lekarz patrzy na mnie zdziwiony.

- Proponuję udać się do Dąbrowy. Może do innej lecznicy. No nie wiem.

- Nie wiem gdzie jest lecznica w Dąbrowie - mówię- Proszę zadzwonić tam. Proszę się dowiedzieć, czy zrobią jej tę cesarkę. Nie mam przy sobie telefonu. Został w domu. Proszę podzwonić po innych i nas skierować.

Oczy lekarza robią się jeszcze większe. Chyba ze zdziwienia, że ktoś od niego wymaga, aby gdzieś zadzwonił, gdzieś umówił zabieg, gdzieś poprosił o pomoc, której on sam dać nie może.

- Panie doktorze, ma Pan tu komputer, chyba ma dostęp do internetu. Niech pan wygoogla najbliższe lecznice, kontakty, proszę dzwonić!! - już lekko podniesionym głosem mówię ponownie do niego, bo widzę, że facet jest bierny wobec zaistniałej sytuacji i mam wrażenie, że kompletnie mu nie zależy na uratowaniu kotki.

- Niech Pani na mnie nie krzyczy. Czekałyście z tym cały dzień a teraz wymagacie ode mnie- mówi.

- Nie krzyczę. Dowiedziałam się o jej stanie dopiero niedawno! Jestem kobietą czynu i tego oczekuję od Pana. Proszę działać a nie drapać się po dupie, bo tu trzeba kotkę ratować!!!

Mówiąc to, spoglądam na Marylę, która zastygła w pozie w rękami na uchwycie transporterka tak jakby już miała zabierać Suzi i wychodzić.

Pomogło, zaczyna dzwonić. Dwa telefony i porażka. Nie robią, za późno. Trzeci telefon do Dąbrowy Górniczej. Strzał w dziesiątkę. Do 19.30 mamy się zjawić z kotką. Spoglądam na zegar, jest 18.20. Spokojnie, nawet z błądzeniem zdążymy.

Bez zbędnych ceregieli wychodzimy z lecznicy. Na odchodne jeszcze rzucam w drzwiach.

- Ciekawi mnie ilu ludzi odesłał Pan w podobnej sytuacji z kwitkiem?! Tak nie postępuje weterynarz! Piep....ny miłośnik zwierząt! I trzasnęłam drzwiami.

Po około 20 minutach, łącznie z błądzeniem oczywiście, jesteśmy na miejscu. Ponieważ lecznica została uprzedzona o naszym przyjeździe, pomimo kilku oczekujących na wizytę zwierzaczków, z marszu trafiłyśmy do jednego z gabinetów.

Tam szybkie usg i diagnoza lekarki. Jeden z płodów, już martwy, zablokował ujście. Konieczna szybka cesarka.  Opowiadam historię Suzi i to co nas spotkało godzinę wcześniej, Pani wet, która jest młodą kobietą, proponuje równocześnie sterylkę oraz uśpienie miotu. Z racji prowadzonej w Dąbrowie Górniczej akcji sterylizacji i kastracji bezdomnych kotów, cała akcja ma nas kosztować 120 złotych.  Jestem uradowana tym faktem i oczywiście zgadzamy się z Marylą na ten zabieg. Suzi zostaje na noc w lecznicy a następnego dnia popołudniu mamy ją odebrać.

I tak to się szczęśliwie dla Suzi skończyło. Teraz kotka u Maryli wraca do zdrowia i już powoli zaczyna sobie wychodzić na ogródek.

Dodam tylko, że o naszej przygodzie z nieczułym wetem, dowiedziała się „nasza Pani Ela od kotów” ( tak nazywamy wetkę, która się opiekuje naszymi futerkami i która jak sama mówi uwielbia koty i ma do nich ogromną słabość) i od razu zaprosiła Marylę na ściągniecie szwów u Suzi, żebyśmy nie musiały jechać do Dąbrowy. Dodatkowo przez kilka dni nawadniała kroplówkami koteczkę nie biorąc nic pieniędzy za wizyty.



sobota, 06 kwietnia 2013, jagus161
Tagi: WET Suzi

Polecane wpisy

  • Nieoczekiwana zamiana miejsc

    I znowu nas zasypało. Miałam nadzieję, że zima odpuści, lecz jak widać płonna ta nadzieja, skoro znowu sypie i o wszelkich oznakach (choćby tych mikroskopijnych

  • Zimno

    Dzisiejszy wieczór. Godzina 18. Temperatura na zewnątrz - 7 0 C.Stan kotów- 6. Trzy własne.Trzy zaprzyjaźnione, zmarznięte i szukające schronienia przed mrozem

  • Po świętach wieści kilka.

    Ś więta, co prawda minęły już kilka dni temu i większość z nas powoli szykuje się do witania Nowego Roku, co jest oczywiste, biorąc pod uwagę coroczny cykl świą

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/04/06 17:47:15
ufff!!! całe szczęście,że Suzi przeżyła! też bym udusiła tego weta- wcale Ci się nie dziwię!
wygłaszcz Suzi ode mnie i wszystkie swoje Futerka!:)))
-
abigail090
2013/04/06 18:23:35
Współczuję nerwów, podziwiam opanowanie i działanie, zazdroszczę pewności siebie :). Wspaniała akcja!
-
jasna8
2013/04/06 18:27:45
Weterynarz a weterynarz , jeden drugiemu nierówny.
Dzięki Ci dobra kobieto,że się wydarłaś na te pseudo,
bo dzięki Tobie ta kotka nie umarła w okropnych męczarniach...
Co za okropny facet, a żeby jego tak zabolało...
-
Gość: Barbarka, *.dynamic.gprs.plus.pl
2013/04/06 18:35:03
Jaguś, jak dla mnie to byłaś za delikatna dla palanta..
Ale też bym miała takie wymagania, dokładnie żądania takie jak Ty w tym momencie.
Jego obowiązkiem jest pomóc, niezależnie od pory, przecież to życie jest..
Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło dla Suzi.
-
Gość: Orka, *.dynamic.chello.pl
2013/04/06 19:57:07
Ja mu /wetowi/źle nie życzę ale bardzo bym chciała,żeby mu nie wyszło 10 numerków/łóżkowych/ za karę!
Jesteś dzielną Kobietą a wet postąpił tak jak ostatnio często postępują lekarze w stosunku do chorych....
-
Gość: nurmi, *.warszawa.vectranet.pl
2013/04/07 10:49:11
ten lekarz chyba minął się z powołaniem... jak ja nie lubię takich konowałów! Znając mój charakterek to zrobiłabym mu niezły PR taki, żeby już nikt nigdy do niego nie przyszedł leczyć swojego zwierzaka!
Dobrze, że kicia została zoperowana i wszystko się dobrze zakończyło! Brawo za odwagę i walkę o swoje!
-
2013/04/08 09:01:19
Aż się wierzyć nie chce - to urzędnik, a nie lekarz. Na szczęście są inni, gotowi do poświeceń.
Kiedy my z Danusią uganiałyśmy się za Malinką ze sterczącymi z jej brzucha po sterylce "farfoclami" wet czekał na telefon przez pięć dni, gotów przyjechać z innego miasta by kotkę operować. I przyjechał wcześnie rano, jak tylko ją złapałyśmy. Na jej widok jednak chciał zrezygnować, przekonany, że to jelita i gangrena... uparłam się, przekonałam, że ten kot żył będzie i stanęło na moim.
-
jagus161
2013/04/08 17:55:27
Maurycjuszu, futerka wygłaskane :)) łącznie z Suzi, która przebywa u Maryli :))
-
jagus161
2013/04/08 17:56:56
Abi, dziękuję, ale muszę przyznać, że nogi gdy wychodziłam zdenerwowana z gabinetu trzęsły mi się niemiłosiernie.
-
jagus161
2013/04/08 17:57:53
Jasna8, też jestem przekonana, że Suzi nie wytrzymałaby do dnia następnego.
-
jagus161
2013/04/08 17:59:12
Barbarko, mnie się też wydaje, że wet, jak każdy lekarz chyba ma jakiś kodeks etyczny i jego głównym punktem jest niesienie pomocy.
-
jagus161
2013/04/08 18:00:05
Orka, ale dlaczego 10 numerków? a niech mu już nigdy nie stanie ;) a co ;P
-
jagus161
2013/04/08 18:01:30
Nurmi, dlatego mnie już nie dziwi pusta poczekalnia w przychodni, gdy on ma dyżur. Widać nie tylko jak się przekonałam na własnej skórze o jego powołaniu.
-
jagus161
2013/04/08 18:03:01
Darmozjady, Ty najlepiej wiesz ile trzeba mieć w sobie siły, by walczyć o "swoje" zwierzaczki. :)) Doskonale pamiętam akcje z Malinką.
-
wilddzik
2013/04/09 07:32:17
Ale historia, brrr, podziwiam Cię za tą asertywność, a właściwie to odwagę w walce o życie Suzi. Ściskam Cię mocno Jaguś :-) Dobrze, że wszystko skończyło się happyendem. Dużo głasków dla rekonwalescentki i całej reszty Twojej bandy.
-
jagus161
2013/04/10 17:15:20
Wilddzik, dziękuję w imieniu swoim oraz futerek :))
-
alicja_live
2013/04/13 13:19:41
Nie sterylizowałam swojej kotki. Musiała miec zabieg usunięcia kiełków, bo miała straszny stan zapalny, bolało ją i nie mogła jeśc. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło,wybudzanie z narkozy przebiegło nadzwyczaj spokojnie. Co prawda następnego dnia kot chciał usunąc sobie wenflon z łapki, poodrywał już plastry, ale wpadkowałam go do kosza i wet to zrobił fachowo;))Zmieniłam weta, bo poprzedni nawet się nie zainteresował tym, co mówię i kota nie obejrzał. Przez tyle lat chodzenia do weta nie widziałam, by moja kotka z takim spokojem reagowała na zabiegi nowego, nawet w paszczę dała sobie zajrzec,, widac, że facet ma podejście do zwierząt. To, co przeczytałam u Ciebie to horror, i mówiąc szczerze i tak łagodna byłaś dla niego dziewczyno:)) Suzi życzę zdrowia:))
-
2014/05/07 12:12:03
Nie zazdroszczę przejść ze zwierzakiem. Moją pasją jest pozycjonowanie Wroclaw natomiast jest moim ukochanym miastem, choc drugim w kolejności miastem jest Praga do której wyjeżdzam za tydzień. Niesamowite miejsce, polecam do zamieszkania.
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Kotlownia-blogi o kotach
Candy u Will.ow