Moja banda doskonała: Filuś, Czarna oraz Mała
RSS
poniedziałek, 28 listopada 2011

Wiało wczoraj, że głowę o mało co nie urwało. Poza wiatrem było ok, bo i ciepło w miarę i słoneczko nas zaszczyciło i tak nie listopadowo było. Koty polowały na ulicy uparcie na liście. Ja wpadłam w kuchenny szał i gotując, piekąc tudzież robiąc sałatki, obserwowałam przez okno ich poczynania. Nagle gdzieś mi ferajna zniknęła z pola widzenia. Poszukałam wzrokiem... ooo.. jest Czarna!! Przycupnęła na skraju bzowego krzaka.

- A cóż ona tak siedzi? Wypatrzyła coś? - pomyślałam i rozejrzałam się za resztą towarzystwa. Panów nie zauważyłam. Natomiast wiedziałam już, dlaczego Kicia tak zasiadła pod krzakiem.

Naprzeciw niej siedziała bowiem, dobrze nam znana kocica. Sprawdziłam to pani/panna kicia :)

Z szerszej perspektywy wyglądało to tak :))

Postanowiłam obadać sytuację. Zabrałam miskę z jedzonkiem ale aparatu już zapomniałam :( Kicia dała się wziąć na ręce, pomiziać, by później i owszem pochylić się nad miską. Nie skrępowana niczym zaczęła raczyć się suchym. Oczywiście zaraz zjawili się panowie. Nie uwierzycie jak demonstracyjnie dawali kotce do zrozumienia, że ta oto przypadkowa karmicielka, to jest ich własnością i żeby sobie czasem kocia nie pomyślała, że ona do nich może dołączyć. Ocierania o moje nogi nie było końca a Filek wspiął się na wyżyny swoich umiejętności akrobatycznych i  pieska preriowego uskutecznił siadając na pupie i robiąc stójkę swoim pokaźnych rozmiarów jestestwem :)) Swoją drogą zdolna z niego ruda bestyjka, jak chce to potrafi :)) Czarna po pokazaniu, że też jestem jej własnością z pewną nieufnością i dystansem obserwowała kotkę.

W każdym razie po posiłku, kocica oddaliła się ulicą i tyle ją jak na razie widziałam. Jednak karmienie to pokazało, że na darmowe żarełko był jeszcze jeden chętny. Kotek czarno- biały. Tu niestety widać było od razu, że nieborak albo bezdomny albo opiekunowie do d..y. Futerko jego było brudne, ślepka też zdrowiem nie błyszczały. Dałabym mu żarełka ale się bidulek bał moich futerek, mnie i chyba też kocicy. Podbiegł na ułamek sekundy i zaraz czmychnął w krzaki.

Gdy kocica odeszła, futra nagle straciły zainteresowanie moją osobą i rozbiegły się w trzy strony. Zostałam sama pod krzakiem bzu.

- No co tak sama będę tu stać, chyba se pójdę do domu, nie - pomyślałam.

Bogusiek stwierdził, że pora odpowiednia na polowanie i jak to ma w zwyczaju udał się w zakazane rewiry, czyli na ogródek u Maryli. Wypatrzył chyba to stado wróbli, na które zwróciłam uwagę wracając do domu z pustą miseczką od kotki. Myślał, że łatwo mu pójdzie, bo Zuzki ani Kuby nie było widać. Nic bardziej mylnego.Tym razem na straży granicy stała/siedziała Zuzka :))

 

Wygrzewała się na daszku od komórki (tak, dokładnie tej samej z której nie umiał zejść Filek) i obserwowała Sznurówę.

Sznurówa, jak to Sznurówa, kotecek o bardzo małym rozumku, nic sobie z tego nie robił  a mając tylko w główce przemożną chęć na ptaszki, które tłumnie nawiedziły pobliskie drzewo, nie zwrócił uwagi na obecność strażniczki i wskoczył na daszek.

Ale się chłopina zdziwił, aż mu się grzbiet wygiął i futro z tego zdziwienia zjeżyło.

I próbuję ją czarować tym swoim uwodzicielskim wzrokiem i obchodzi delikatnie z boczku a Zuzka nic, tylko bacznie obserwuje intruza.

-Zuzka  nie bądź zołza. Daj zapolować na ptaszka - zdaje się ją prosić.

- Spadaj na swoje podwórko smarku jeden. Ptaszki są moje, bo drzewo jest moje - syczy już podirytowana nie na żary kocica.

-Jak nie to nie. - zamruczał Bogusiek. Popatrzył tęsknym wzrokiem na świergolącą gromadę i zeskoczył z daszku, udając się sobie tylko znanym kierunku.

Na wszelki wypadek, żeby mu czasem do głowy nie przyszło by wrócić, eskortowała go Zuzka zeskoczywszy zaraz za nim z jakże cieszącego się ostatnimi czasy powodzeniem daszku :))

A ja to wszystko z okna widziałam i przez szybę fotografowałam i tak Wam to opisałam :))

sobota, 26 listopada 2011

Wiadomym faktem jest, że na naszej ulicy rządzą niepodzielnie koty :) Mają swoją skarpę, mają lokalną koterię, która stoi na straży ładu i porządku terytorialnego no i maja wokół siebie ludzi od których krzywda ich nie spotka. Wiadomo, że jeśli chodzi o terytorializm naszych kotów, prym wiodą dwie panie. Czarna i Zuzka. Tak też było i dzisiejszego ranka.

Leżałam sobie jeszcze w łóżeczku, kiedy do mych uszu dobiegły odgłosy porządnego darcia futra. Rozpoznałam syczenie Czarnej, natomiast drugie było mi obce a więc nie Zuzka. Jak nie Zuzka, znaczy się obcy, intruz wszedł na nasz ogród. Okazało się, że intruz schował się w skalniaku przy sadzawce. Była to kotka tricolorka.

Przepraszam za jakość zdjęć ale były robione zza szyby i jeszcze przy złych ustawieniach.

Czarna obchodziła kocicę z daleka. Skalniak jest niewidoczny z tego ustawienia ale zaczyna się tuż za prawym końcem zdjęcia :)

Zeszłam do Czarnej i by zobaczyć przy okazji to cudo, któremu tak się obrywa. Okazało się bardzo przymilne i grzeczniutkie. Kotka nie uciekła na mój widok, tylko zamruczała i dała się wziąć na ręce. Okazało się, ze w śród iglaków siedziała pozostała część mojego stada, czyli chłopcy. Gdy wzięłam kociczkę na ręce, kocury wyszły i szybkim kroczkiem skierowały się do garażu.

-Czyżby Czarna broniła swoich mężczyzn przed napastowaniem obcej kobity?

W każdym razie kocia wyglądała na domową, zadbaną koteczkę. Może w czasie spaceru troszkę za daleko się zapuściła a może przyszła w odwiedziny do któregoś z chłopaków? Kto wie. :))

wtorek, 22 listopada 2011

Zimno się zrobiło ostatnimi dniami, o nocach nie wspomnę bo wtedy śpię w ciepłym łóżeczku przygnieciona jednym lub dwoma futrami :)) Kociastym też chłodek zaczął doskwierać, więc z ogrodowych killerów zrobiły się z nich pospolite domówki parapetniaczki. Blat kuchenny jako zastępowy parapetu od zawsze ma u nich wzięcie, jednakże teraz przeżywa prawdziwe oblężenie.

Czarna jak na pannę udającą, że posiada choć odrobinę ogłady, stara się okupować blat w sposób mało uciążliwy i możliwie bezszkodowo. Ot, spogląda na ulicę przez malutką szparkę jaka została między zazdroską a ramą okienną. Czasami zdarza jej się zadrzeć firankę na łebek i wtedy ma szerokie pole widzenia.

Co innego robi, ten oto szemrany podciep, łobuz i naczelny killer stada!! No ten to sobie na delikatności nie pozwala.

Żadnych sentymentów zazdrosce nie okazuje. Bezceremonialnie, rozcapierzonymi łapami z pazurami jak nie wiem co, wiesza się na bidnym kawałku tkaniny. 

Czarna wydaje się tym faktem być wielce zgorszona :)) i woli na takie chuligaństwo nie patrzeć :))

W niedzielne popołudnie Sznurówa pokazał zresztą, że sentymentów to on wobec nikogo żywić nie ma zamiaru i w jego mniemaniu nie istnieje prawo łaski. Zwyczajowo przytargał na taras upolowaną ptaszynę, a że akurat wszyscy siedzieliśmy przy stole, bo i pora obiadowa dla nas też była, widzieliśmy wszystko bardzo dokładnie. Żal nam się zrobiło kolejnego ptaszka i jakaż była nasza radość, gdy ptaszyna okazała się żywa i  ostatkiem sił wyrwała się z Boguśkowych szponów. Z sercem na jednej żyle, wymęczonemu, pozbawionemu piór gołąbkowi udało się dolecieć i spocząć na marylowej jabłonce. Skorzystałam z okazji i szybciutko wyszłam na taras po mordercę, aby go odizolować od niedoszłej ofiary. W niego zaś wstąpiła taka żądza mordu, że w dwóch skokach znalazł się na owym drzewie i dalej polować na biednego gołębia. Ptak nie miał innego wyjścia jak salwować się natychmiastową ucieczką na skarpę. Boguś, ogłuchły na moje wołania puścił się za nim w pościg. Nie wiem co było dalej ale wszyscy byliśmy zgodni, że dla gołębia skończyło się to tragicznie.

 

czwartek, 17 listopada 2011

Ja nie wiem co one (koty) mają jeszcze na swym wyposażeniu. Bo mają:

  • traktorki (Filek i Boguś) tudzież hybrydki (Czarna Kicia);
  • głuchotę wybiórczą doskwierającą zazwyczaj gdy je wołam;
  • funkcję miziania, która w żaden sposób nie jest zsynchronizowana z resztą, włącza się samoistnie w najmniej odpowiednim momencie dla domowników;
  • głupawkę napadającą znienacka wszystkich i wszystko;
  • oraz ważną aplikację dźwiękową uruchamiającą się w zalegającej ciszy.

Tyle na szybko zdążyłam przywołać. Moje mają jeszcze dodatkową, niezidentyfikowaną opcję pojawiania się w kuchni gdy tylko coś jest szykowane. Pomijam fakt, gdy są w domu, to rozumiem ale one zjawiają się nawet wtedy, gdy są poza domem.

Dzisiaj było podobnie. Ledwie wyciągnęłam filety z kurczaka z lodówki, za oknem zmaterializowały się dwa futra - czarne i rude. Dostały haracz, po czym zażądały natychmiastowego wypuszczenia je z powrotem na dwór. Gdy skończyłam panierować resztki kurczaka ;) za oknem usłyszałam ową aplikację dźwiękową uruchomioną przez Boguśka. Wpuściłam darmozjada, bo świadoma wcześniejszych jego doświadczeń kulinarnych, wiedziałam, że surowym panierowanym kurczakiem pasibrzuch gardzi. Nie myliłam się. Okazało się jednak, że skoro nie mięsko, to jeszcze coś innego zostało do spałaszowania.

Przecież kocur nie na darmo przylazł z dworu, żeby z pustą gębą wyjść z kuchni.

Tagi: Boguś
16:00, jagus161
Link Komentarze (14) »
środa, 16 listopada 2011

Tak, jestem w domu. Przeziębienie a w szczególności kaszel jak u gruźlika, nie chce mnie opuścić. Stąd też wiem, że kocie towarzystwo po porannym siku wraca w dwanaście łap do domu. Zrobiło się sennie i nudnawo.

Tylko Boguś zdążył parę dni temu, zamienić kilka słów z Zuzką, czego dowodem jest jego na nowo podrapany kinol. Koteczki uskuteczniają lubiane przeze mnie zalegatorki i tak mamy zamiar doczekać pierwszego śniegu :)

Filuś zdobywszy nową sprawność, jaką jest przytulanie i mizianie, czasami zawita do naszej sypialni. Jest to raczej krótka wizyta, bo jego ulubionym miejscem do spania nadal pozostaje łóżko Młodego.

Czarna Kicia natomiast wybrała stary fotel i z upodobaniem zakopuje się w wełnianej narzutce. Nie lubi marznąć nasza księżniczka.

Byle do wiosny :))

Tagi: koty
17:03, jagus161
Link Komentarze (12) »
niedziela, 13 listopada 2011

Toż to się w głowie mej zmieścić nie może lub ogarnąć tego nie sposób!!

Zajrzawszy do pokoju Młodego, a robię to sporadycznie, co by swych nadwątlonych nerwów nie napinać do granic wytrzymałości, jego wszechobecnym bałaganem, którego on (Młody) za pan brata ma w najlepszej komitywie, taki oto ujrzałam widok. :)

Tak z tego faktu szczęśliwa, postanowiłam, że nic więcej pisać nie będę :)

Tagi: Boguś Filek
19:49, jagus161
Link Komentarze (18) »
wtorek, 08 listopada 2011

Mała załatwiła mnie na cacy. Ta jej troska o moje wychodzenie z domu, wyszła mi bokiem a dosłownie gardłem i nosem. Od niedzielnego popołudnia jestem chora, a od poniedziałku przebywam na zwolnieniu lekarskim. Wystarczy tego użalania się i zwalania winy na biedną piesę.

Wiadomo stałym czytelnikom, że Filosław z natury należy do kocurów niskopiennych i z zasady pokojowo nastawionych wobec innych. Owszem czasami lubi poczuć adrenalinę i wtedy znajdujemy go w miejscach przywykłych do odwiedzin innych kotów.

W niedzielne popołudnie, gdy odbyło się tradycyjne liczenie futer wyszło, że brakuje Filosława. Znalazł się szybciutko a to co nastąpiło później, do tej pory wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Okazało się, że rudy zakotwiczył na dachu  marylowej komórki. Moje wołanie utwierdziło go, że czas wracać w domowe pielesze.

-Zaraz, zaraz... przecież skoro jestem już w tak nietypowym miejscu, to wypadałoby zaakcentować, że wszystko jest ok.

- Spójrzcie, jak mi dobrze na daszku.

Zwabiona moim śmiechem Czarna spoglądała na Filka wyczekująco.

Rudzielec napawał się swoim triumfem i z góry patrzył na kotkę.

A Czarna, jakby przeczuwając co się święci, zajęła miejsce w loży honorowej :) co by mieć lepszy widok na wszystko ;))

Na moje, już natarczywe wołanie, Filek zdecydował się zejść. I tu, jak trafnie przewidziała Czarna, zaczęły się schody.

Bo ruda pierdoła za nic nie wiedziała jak ma zejść. Stwierdziła, że chyba jest za wysoko i lepiej będzie po drzewie.

- Nie, drzewo odpada. Lepiej od razu zeskoczę.

Czarna cierpliwie czekała na dole aż pojawi się rudzielec.

Lecz Filosław się nie pojawił, bo zamiast na ziemię skoczył na słupek od płotka i dalej kombinuje jak zejść na ziemię.

Kombinuje jak przysłowiowy koń pod górę. Mruczy, miauka a z płotu zejść nie chce. Jego wrodzona inteligenecja podpowiada mu, że płotem dostanie się na daszek przy domu Maryli.

Czarna już troszkę zniecierpliwiona zmieniła po raz kolejny miejsce i przeszła pod iglaki.

Filek w tym czasie, po drzewie zamiast zejść na dół, przymierza się do skoku na daszek.

Jego odwaga, zwyczajnie mnie powala:) Jednym susem znalazł się na dachu pod oknem od marylowej kuchni.

Kompletnie nie wiem, co on tam chciał zobaczyć i co go tak zainteresowało. Jak zszedł z tego dachu nie wiem, bo straciłam cierpliwość a rudy wcale do zejścia się nie kwapił.

W każdym razie, przy następnym wołaniu i odliczaniu futer grzecznie się zameldował.

W poniedziałek, gdy popołudniu wracałam od lekarza, Filek potrzaskał jak amforę moje przekonanie, że nie poluje i nie jada gołąbków.

Wprowadzając samochód do garażu zauważyłam rude pupsko wystające spod iglaków przy sadzawce. Gdy podeszłam i zawołałam rudzielca, spojrzał na mnie warcząc zadowolony. Jego pyszczek był cały w piórach a jego łapy przytrzymywały ptaszka.

Tagi: Filek
14:44, jagus161
Link Komentarze (17) »
niedziela, 06 listopada 2011

Mała znowu nawywijała! Jak ja kocham te jej wybryki!!! Ona też tak mnie kocha, że nie pozwoli abym w tak cudowne przedpołudnie siedziała w domu.

- Kobieto, wyjdź do ludzi!! Szkoda takiego dnia - tak sobie myśli już w nocy.

I żeby myśl wdrożyć w czyn, w porze kiedy wszyscy normalni domownicy pochrapując słodko śpią, ona chyłkiem skrada się do kuchni.  Bo wie, że w kuchni, na blacie, daleko wsunięta w kąt stoi miska. Zawartość owej miski, a konkretnie  zniknięcie tej zawartości spowoduje, że Pańcia będzie musiała wyjść albo wyjechać z domu. I zżera całego kurczaka, który w ciągu nocy miał się odmrozić.

A jako dowód swej troski o moje zdrowie psychiczne z kurczaka zostawiła tylko tackę. Chyba tylko po to, abym się nie martwiła, że jej może coś zaszkodzić ze zjedzonego drobiu.

Rano, w przeciwieństwie do mnie, Mała jest bardzo szczęśliwa z takiego obrotu sprawy. Bo Pańcia z samego rana dostała wigoru i ruchów jakby przyspieszonych. To nic, że nakrzyczała i że wygoniła na taras. Ważne, że się udało...no i że ten kurczak był bardzo dobry :))

- Dobry to mało powiedziane, on był pyszny!!! - mruczy zadowolona piesa.

Ma tylko jeden minus, ciąży w brzuchu tak, że suńka nie ma siły na dokazywanie z Boguśkiem.

I dobrze ci tak!! W ramach zemsty dzisiaj masz głodówkę!!


Tagi: mała
14:04, jagus161
Link Komentarze (16) »
sobota, 05 listopada 2011

Taki tytuł miał mieć wpis, który planowałam umieścić już w zeszłym tygodniu. Niestety natłok robót i permanentny brak czasu skutecznie mi to uniemożliwiło.

A wszystko zaczęło się od prania ręcznego, przy którym Boguś asystował mi skutecznie, przysiadłszy w wannie tuż przy misce. Woda, piana i prane części garderoby wyzwalały w nim taki instynkt łowiecki, że musiałam bronić prane rzeczy przed jego pazurami. Wynoszony z wanny uparcie wracał na miejsce i bacznie wszystko obserwował.

- Mały jeśli nie wyjdziesz, będziesz za chwilę wypłukany razem z praniem!

Nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Siedząc, spojrzał na mnie wyczekująco. Chlusnęła woda z miski i otoczyła ciepłem jego szlachetne siedzenie. Boguś nie uczynił ruchu. Twardo siedział z mokrą pupą w wannie. Wyciągnęłam więc mokrucha, wytarłam tyłek ręcznikiem i zaniosłam na pokoje aby wysechł. To już kolejne obalone przez Boguśka kocie tabu. Kot, który lubi wodę i się jej nie boi, no i może śmiało z Małą konkurować w taplaniu się w wodzie.

Wiadomo, że reszta futer wodę lubi w miskach albo płynącą z kranów.

Z powodu zaległości w blogowaniu winna też jestem wrócić do sprawy chorej Czarnej. Otóż okazało się, że jej niedomaganie nie miało nic wspólnego z nerkami ani układem trawiennym. Zwyczajnie księżniczka miała rozcharataną tylną łapkę. Wyszło to po dłuższym czasie, w czasie pieszczot i kiedy Czarna wróciła już do normalnej dyspozycji fizycznej. Na jej lewym udzie znaleźliśmy z Młodym gojącą się już szramę. Z oględzin wyszło, że strupek miał około 5 cm długości, więc rana musiała jej wtedy faktycznie dokuczać i skutecznie uniemożliwiała skakanie. Wtedy, w czasie wizyty u Pani Wet nie przyszło nam  do głowy obejrzeć jej tylne łapy. W każdym razie Czarna Kicia jest teraz sprawna i zdrowa. Bogusiowy ogon zresztą też trzyma pion a futerko zdążyło już w miejscu rany odrosnąć.

Tak więc wszystkie sierściuchy są zdrowe. Psocą na całego i za nic mają jesień. Jedynym symptomem zbliżających się chłodów jest ich niepohamowany apetyt. Nie będę absolutnie wypominać im wagi.:) No może troszkę Filusiowi, który pod tym względem do ułomków nie należy. :)

W tym temacie nastąpiły radykalne jak dla nich zmiany. Otóż zrezygnowałam z RC Young Adult veterinary dla kotów na rzecz  innej karmy. Nowa karma nie zawiera zbóż i jak się okazało gustują w niej wszystkie zwierzaki. Nawet Mała żre suche. Wcześniej mogłam o tym tylko pomarzyć. Żadna sucha karma nie była w stanie przywabić ją do miski. Teraz z chęcią przybiega na odgłos wsypywanych chrupek.

Nowe żarcie oczywiście nie wpłynęło nawet w najdrobniejszy sposób na kulinarne upodobania Boguśka.

Powyżej, Boguś i ziemniaki z boczkiem przygotowane do odsmażenia a później do żurku:)

Zauważyłam jeszcze, że Sznurówa dostaje małpiego rozumku, gdy otwieram puszkę z żarciem dla suńki. Jemu też wtedy muszę wyłożyć ze trzy kawałki na spodeczek :)

A tak zazwyczaj kończą się zabawy tych dwoje. Dodam, że prowodyrem jest jak zwykle Boguś. Jak widać troszkę nam urosła ta mała, schroniskowa sierotka, w ciągu roku jaki za miesiąc upłynie, odkąd zasilił stado Psiakotów.

I to tyle...

Wpis dzisiaj przydługi, lecz pragnę podziękować Wszystkim którzy wytrwali w oczekiwaniu na wieści. Pozdrawiam Was serdecznie.

 

Tagi: koty suńka
09:16, jagus161
Link Komentarze (17) »
O autorze
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Kotlownia-blogi o kotach
Candy u Will.ow