Moja banda doskonała: Filuś, Czarna oraz Mała
RSS
wtorek, 31 maja 2011

Tak... planować to sobie można i owszem :) Życie owe plany zawsze zweryfikuje a życie z trzema kotami na bank :) Nic mi nie wyszło z zatrzymania rankiem kotów w domu. Boguś z Czarną zrobili  w kuchni rewolucję firankową, tak że nie wiedzialam co od czego mam uwalniać - zazdroski z ich pazurów czy kocie łapy wbite do oporu i szarpiące owe firaneczki. Wkurzona z deczka wyrzuciłam futra na zewnątrz i przykazałam Młodemu aby przed wyjściem do szkoły wszystkimi siłami zapakował je do domu. Ponoć mu się udało.

Gdy wróciłam z pracy futra urzędowały na skarpie. Czarnula gdy tylko zobaczyła, że auto zaparkowalam po domem wtarabaniła się do środka zanim  zdąrzyłam wyciągnąć torebkę oraz chleb z tylnego siedzenia:) Oczywiście nie chciała  wyjść, więc musiałam zostawić otwarte okno a sama udałam się do domu. Mijając auto zerknęłam na maskę na ktorej zmaterializował się Filosław.  Nie wiem jaka jest jego odporność na temperatury ale ja spływałam a on przy tym skwarze zaległ na ciepłej masce. Lokum o dziwo wyglądało  normalnie. Nie stwierdziłam żadnych szkód :) Normalnie to znaczy z lekkim obłędem ale jednak jak przystało na ułożonego psa zachowywała się również Mała. To mnie najbardziej zdziwiło. Generalnie nie wyglądało to wszystko dzisiaj najgorzej. Jutro powtórka :)

Gdy to piszę szaleje burza. I dobrze, bo kisiło się już od popołudnia. Koty śpią, suńka też. No...sielanka... qrcze i tak być powinno w normalnym pracujacym domu :) Czego sobie oraz wszystkim pracującym życzę. Nie pracującym też, bo równouprawnienie jest ;)

Do następnego :)

Tagi: koty suńka
18:32, jagus161
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 30 maja 2011

Dzisiaj będzie wpis osobisty, nie sponsorowany żadnym futrem.

Zacznę od podziękowań za wszystkie komentarze zostawione pod ostatnimi wpisami. Muszę niestety tak uczynić, gdyż przez weekend nie mogłam na dłuższą chwilę dopchać się do żadnego domowego kompa.

Dziękuję w imieniu Filka za urodzinowe życzenia. Szczególnie Ewung, która miała/ma smutne chwile. Mam nadzieję, ze powoli odchodzą, bo bolesna prawda jest taka iż życie toczy się dalej. My możemy te szczególne chwile spędzone z naszymi braćmi mniejszymi pielęgnować w swym serduchu. Dziękuję również Wilddzik, Will.ow, Darmozjadom, Ali która ma kota :)) oraz Przemkowi1969 z Bazylem.

Za pozostawienie po sobie sobie śladu dziękuję Julianowi, Królowi Julianowi, który dopiero zaczyna nam się przedstawiać:) oraz Abigail z uroczymi dwoma arystokratycznymi kocimi urwiskami, w tym jednym prawdziwym Urwisem a drugim Małym Kotem vel Denisem zwanym. :)

Dzisiaj jest ostatni dzień, jaki spędzam w domu nie pracując zawodowo. Jutro po 580 dniach zwolnienia lekarskiego i zasiłku rehabilitacyjnego wracam do pracy. Kończę pewien etap w moim życiu. Mam nadzieję, że w takiej formie już nigdy się nie powtórzy. Gdyby jednak tak się stało stawie mu dumnie czoła i łatwo się nie poddam. Mimo wszystko czas spędzony w domu wspominam bardzo miło. Szczególnie od czasu kiedy zdecydowałam się na prowadzenie Psiakotów, nie ograniczając się tylko do komentowania kocich blogów. Dzięki temu poznałam i nadal poznaję wirtualnie przesymaptyczne osoby oraz ich koty, psy, węże, które non stop mnie inspirują do działania oraz dają mi wewnętrzną siłę. Dziękuję Wam wszystkim serdecznie.

Jutro rano wyjadę do pracy a moje zwierzaki zostaną na kilka godzin same w domu. Mam nadzieję, że nie zdemolują przybytku drastycznie. Będą czekać na powrót Młodego ze szkoły aby się nimi zajął. Obiecała odwiedzać je moja mama, której dziękuję za wszystko. Pewnie ominie mnie wiele historyjek związanych z ich domową koegzystencją. Pewnie będę mieć mniej czasu na zaglądanie do moich blogujących przyjaciół. Jednak obiecuję, że nie zaniedbam niczego i w miarę możliwości będę sumiennie wypełniać przyjemności związane z blogiem i blogowaniem:) Bo to są przyjemności, których nie sposób sobie odmówić :))

 

Tagi: osobiste
10:55, jagus161
Link Komentarze (7) »
niedziela, 29 maja 2011

Will.ow prowadzi świetny blog Koty na znaczkach pocztowych. Teraz urządza Candy (za bardzo nie wiem o co chodzi, ale to nie jest ważne:)) a Psiakoty postanowiły wziąć w nim udział :)

Serdecznie zapraszam do zabawy:))

 

Tagi: candy
14:10, jagus161
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 maja 2011

się nudzą, więc śpią.

Rano wyszły na dwór, ale po godzinie, gdy je zawołałam jak na komendę zjawiły się wszystkie. Doprowadziły mokre futra do jako takiego wyglądu, przekąsiły małeconieco i uskuteczniły zalegatorki.

Filosław na swojej ulubionej walizce. Boguś na łóżku. Czarna nie wiadomo gdzie.

Tak się zaspały, że nawet karton po karmie nie był w stanie wzbudzić ich entuzjazmu.

Owszem zamieszanie w kuchni wybudziło Czarną, która przyszła sprawdzić, co to za hałasy nie dają jej spać.

Obejrzała pudło i delikatnie trącnęła łapą myszkę, która jako gratis dołączona była do karmy.To wszystko nie było w stanie wzbudzić jej entuzjazmu. Reszta futer w ogóle się nie pojawiła. Dopiero gdy zaniosłam karton do pokoju Czarna zapakowała się do niego. Pojawił się Bogusiek z Małą zobaczyć cóż takiego leży na podłodze.

Całe towarzystwo jednak lekko zaspane i jakoś nieskore do figli. Deszcz działa na mój zwierzyniec usypiająco i dezaktywująco :) Mam się cieszyć, czy martwić ? :))

W sumie, pomimo deszczowej (u mnie) pogody życzę Wszystkim udanego weekendu :)

Do następnego :))

 

Tagi: futra suńka
12:50, jagus161
Link Komentarze (8) »
piątek, 27 maja 2011

Tak się niestety stało, że nie znam dat urodzin moich futerek. Suni zresztą też nie. Wiem tylko, że Filuś jest kotkiem majowym. Skoro majowym to niech  będzie dzisiaj jego święto a co :)

Filuś przyszedł na świat w maju 2008 roku, więc z rachunków wynika, że kociambrowi stuknęły 3 latka. Filuś wszystkiego najlepszego łasuchu kochany, pierdółeczko słodka ;)

 

 

Ps

Po tym co spotkało Ewung mam małe wyrzuty sumienia publikując dzisiejszy wpis lecz przygotowałam go wcześniej zanim się dowiedziałam, że Rózia odeszła ['].

Ewung jestem z Tobą. Trzymaj się kobieto.

Tagi: Filek
17:34, jagus161
Link Komentarze (7) »
środa, 25 maja 2011

Czasami książęce maniery nie są przydatne a wręcz przeszkadzają. Czasami trzeba zachować się jak przysłowiowy prostak aby uzyskać oczekiwany efekt. Czasami trzeba wykazać choć odrobinkę sprytu aby skorzystać z okazji. Czarna Kicia może i posiada arystokratyczne maniery, z pewnością zachowuje się jak na dachowca przystało i napewno jest  sprytna, ale dzisiaj zwyciężyły maniery i Kicia obeszła się smakiem.A wszystko miało miejsce gdy sprawiałam mięso na obiad. Jednak zanim przejdę do meritum malutka dygresja odnośnie Filusia :)

Czasami się zastanawiam nad fenomenem Filka. Co rudy ma wbudowane w te swoje zwoje mózgowe (bo chyba ma jakieś zwoje ;)), że zawsze gdy zaczynam robić cokolwiek przy mięsie, on natychmiast się pojawia. Mogłabym to zrozumieć gdyby był w domu. Nie. On się pojawia z dworu. Czy kroję mięso, czy zaczynam je rozbijać, nagłe łuup i w oknie pojawia się Filosław. Czyżby jego kinolek był tak wyczulony na mięsko? No dobrze, w sumie to nie istotne, ale zachowanie Filka co najmniej śmieszne :)

Tak więc robię przy owym mięsie dzisiaj i jak już wiadomo w oknie zjawia się rudy łasuch i od progu zaczyna traktorzyć na cały regulator. 

Wiadomo... poczarujemy to zawsze dostaniemy :)

Zebrało się więc stadko i jak jeden czekają na smakołyk. Tak też się stało. Filuś zadowolony, Bogusiek również. Mała oczywiscie też się załapała. Spojrzałam na kanapę, na której spała Czarna. Owszem ruch w kuchni wzbudził jej zainteresowanie, ale w takim stopniu, że łaskawie otworzyła jedno oko. I tylko tyle. No to podsunęłam Jaśnie Pani mięsko na spodeczku pod sam pyszczek.

Otworzyła drugie oko i raczyła wstać. Skosztowała. Niestety jedzenie w łóżku ma oprócz plusów minusy. Wiadomo, może się coś wylać, może coś upaść i wiele innych ujemnych atrakcji może nas w tym przyjemnym miejscu spotkać. Tutaj był jeden minus, ale za to duży i nazywał się Mała. Ledwo Czarna zabrała się za mięsko a już przy niej pojawila się suńka, która bezceremonialnie zawinęła jęzorem po zastawie i nie gryząc połknęła to co na  niej było. Czarna spojrzała zdziwona i wyciągnięta jak struna przysiadła przy pustym spodeczku. Była tak zdegustowana zachowaniem piesy, że  pomimo iż nałożyłam jej drugie mięsko odechciało jej się jeść. A wystarczyło tylko ruszyć szanowną dupkę do kuchni i zjeść jak na prawdziwego dachowca przystało. Filek zasiadł nad miską i porcję spałaszował od razu. Boguś podobnie. Tylko Czarna wydziwiała. A że Mała z arystokracją niewiele ma wspólnego a co dopiero z manierami dworskimi ;) to skorzystała z okazji i na krzywy ryjek zeżarła Kici jej mięsko:) A co sobie będzie odmawiać, kiedy mięsko podano do stołu...ups do łóżka :))

wtorek, 24 maja 2011

Pamiętacie Nieznajomego Przystojniaka, którego ze skarpy pogonił Kuba. Otóż dzisiaj spacerując z Małą spotkałyśmy owe Cudo. Mieszka sobie w domku przy ulicy, która jest przedłużeniem naszej i również posiada wilczura w swoim stadzie.

Dzisiejsze wiadomości zdominuje Bogusiek, który w swym żarłocznym pędzie zapaskudził mi połowę kuchni. Łasuch nienażarty, zjadłwszy to co miał na talerzyku, zabrał się za to, co zostawiłam w puszce drugiemu łasuchowi, czyli Filkowi. Jako, że koty nie zaposiadają zdolności manulanych w postaci podniesienia łapką puszki i np. wylania/wyłożenia jej zawartości na talerz lub inne podłoże, spryciul poradził sobie w inny sposób. Najprościej w świecie wsadzał łapę do puszki, po czym wyciągał ją i oblizywał. Mogłabym wybaczyć mu to jego łakomstwo, gdyby nie drobny aczkolwiek brzemienny w skutkach szczegół...po kiego grzybka!!! oblizując łapkę jeszcze nią potrząsał? Dodam... dosyć energicznie...potrząsał. A sos z jego łapeczuni spadał sobie gdzie tylko zamarzyło mu się spaść. wrrr...!!!

Ale miało być o czymś innym. I będzie :)) Skoro koty buszują prawie cały dzionek po okolicy to i przychodzi czas na sjestę. Ciągle przecież nie można być na łapach. Każde futro ma swój odrębny wewnętrzny zegar. I tak jako pierwsza sjestę rozpoczyna Czarna... coś koło 11 przed południem :)

Kiedy ona kończy, zjawia się maluch, który zaleguje najdłużej, bo przesypia prawie całe popołudnie.

Największy z towarzystwa, czyli Filosław nie sypia w ciągu dnia. Przynajmniej nie w domu:) Natomiast wieczorem zalega w najdziwniejszych miejscach. Ostatnio na walizce, którą J. zostawił pod biurkiem.

To tyle na dzisiaj. Życzę Wszystkim miłego wieczoru badź poranka. Co kto woli :))

Narka :))

 

 

Tagi: koty sjesta
21:17, jagus161
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 23 maja 2011

Bardzo lubię taką pogodę. Gdy temperatury zbliżają się do przyzwoitych 30-tu stopni, słoneczko grzeje nie obcyngalając się a po niebie nie gonią się żadne białe kłębki chmur - mówię wtedy, że jest dżamajka :) Wtedy również dostaję takiej energii życiowej, że nie straszny mi jest poranny weekendowy spacer z suńką.

Iglak z pajęczynami pokrytymi rosą prezentował się rankiem przecudnie. Niestety moje umiejętności fotograficzne ograniczają w sposób bardzo drastyczny ukazanie jego urody w pełnej krasie.

Rododendron też prezentuje się o poranku całkiem przyzwoicie :)

No dobra...koniec z tą poetyką, bo to mi absolutnie nie wychodzi :)

Suńka też się cieszy na taki obrót sprawy. Obie lubimy spacerować.

W niedzielę wyszłyśmy na poranny spacerek coś okolo 8 rano. Wcześniej, spożywszy lekkie śniadanie poprosiłam J. aby zrobił nam coś treściwszego, bo po spacerze pewnie będę głodna. Po drugie przyjemniej będzie je zjeść na tarasie delektując się porannym słońcem oraz poranną kawusią :)

Koty również sobie wyszły na spacerek :) U nich to już w sumie norma :) Jak widac spółka jawna działa już jawnie :) Tu chyba uzgadniali kto  dzisiaj prezesuje.

Gdy byłyśmy już pod naszym domem J. przez okno zakomunikował mi, że śniadanie prawie juz gotowe i że przed chwilą Czarna również wpadła do domu na posiłek - tyle że swoje śniadanie miała już pyszczku.

A Mała jak to  ma w zwyczaju, po spacerze wylądowała w sadzawce, która przedstawia już obraz nędzy i rozpaczy.

Tak po prawdzie to nic ciekawego się u nas nie dzieje i  tylko upływające dni zbliżają mnie do powrotu do pracy, który nastapi 31 maja :) Wtedy futra i suńka zdane będą częściowo na Młodego. Oj wtedy będzie się działo :)

 

 

 

piątek, 20 maja 2011

Samochodziarą jest Czarna. Wystarczy zostawić otwarte okno w aucie a ona zaraz materializuje się w jego wnętrzu. Pewnego razu, gdy razem z J. dojeżdżaliśmy do pracy, Czarna zapakowała się nam do samochodu. Na szczęście zorientowaliśmy się zaraz po zjechaniu z naszej górki, więc szybciutko zawróciliśmy i zaniosłam ją do domu.

Ponieważ auto teraz gości w garażu tylko w weekendy, Czarna jest pozbawiona swojego konika. Wykorzystuje więc każdą nadarzajacą się okazję. Wczoraj takowa się nadarzyła:) W garażu nocował samochód mojej mamy. 

Przy wieczornym liczeniu futer, ewidentnie zawieruszyło mi się czarne. Mrucząc pod nosem skojarzanki kolorostyczno- faunistyczne w rodzaju - czarna małpa plątała mi się tu przecież pod nogami !! oraz przymilne głośne podlizywanie się typu - kiciusia gdzie jesteś!? żarełko ci wystawiłam!! zaczęłam przetrząsać chałupę. Gdy z poszukiwaniami dotarłam w niskie kondygnacje domu, spojrzałam na samochód. Olśniło mnie. Okno zostawiłam przecież otwarte. Zajrzałam do środka. Oczywiście zguba się znalazła. Leżała sobie zwinięta w kłębuszek na tylnej półce. I tak Czarna spędziła noc zaspakajając swoje motoryzacyjne zachciewajki :)

Tagi: czarna hobby
09:42, jagus161
Link Komentarze (14) »
czwartek, 19 maja 2011

Troszkę nas słoneczko rozleniwiło i stąd ta cisza. Na szczęście lokalna koteria działa i ma sie dobrze.

Jak wiadomo Zuzka nie przepada za Boguśkiem. Przy nadażających się okazjach zostawia na jego nosie ślady owej antypatii. W związku z powyższym nos kocura wygląda jakby odcisnęła się na nim kratka do szatkowania warzyw.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Naczelna koła łowieckiego czyli Czarna sprawując opiekę na Boguśkiem wtajemniczyła go w arkana łowieckie. Młodzieniec okazał się być bardzo pojętnym uczniem i połknął nie tylko łowieckiego bakcyla.

Skutek tego jest taki iż drastycznie wzrosła liczba ofiar wśród wróbelków. Ptaszki na tarasie pojawiają się już parami...niestety. Dobrze, że Filosław woli spędzac czas mniej ekscytująco. Chociaż tak na dobrą sprawę to nigdy nic nie wiadomo. Może on zwyczajnie nie lubi się chwalić swoimi zdobyczami.

Wiadomość z ostatniej chwili. Zuzka od Maryli niestety jest kotna.

Tagi: koteria
10:05, jagus161
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2
O autorze
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Kotlownia-blogi o kotach
Candy u Will.ow