Moja banda doskonała: Filuś, Czarna oraz Mała
RSS
wtorek, 28 czerwca 2011

Faktycznie długo świętowaliśmy rocznicę Małej, ale doprawdy nie miałam kiedy na spokojnie usiąść i wszystko spisać a troszkę się działo...a więc od początku. :)

Jeszcze przed długim weekendem dostałam piękną paczkę niespodziankę od dogobzika za moją jakże wielką nieocenioną wiedzę ornitologiczną, tudzież znajomość naszych rodzimych ptaszków. Szczegółów nie będe zdradzać - zapraszam na blog o cudnej Adzie. Proszę tylko o wyrozumiałość dla mnie oraz o niezbyt głośne ataki śmiechu :))

Dostałam tę oto piękną fotografię maka na tle wody oraz książkę Cesara Millan'a "Zaklinacz psów". Uwielbiam oglądać ten serial na National Geographic Channel. Suńka niech ma się teraz na baczności, bo jestem w trakcie jej czytania i już powoli wprowadzam nowe reguły w naszych relacjach :)

Skoro jestem przy wiszących arcydziełach, pora na umieszczenie również obrazka namalowanego przez Wilddzika, ktory już wisi jakiś czas. Aniu, przepraszam, że dopiero teraz pokazuję gdzie wisi. Wybacz, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

A teraz przechodzę do sosnowieckiego zwierzyńca :))

Mała świętuje cały czas, gubiąc sierść. Ja natomiast świetuję z odkurzaczem, tudzież mopem zbierajac jej kłaczki. Jakby tego było mało, suńka ma trudne kobiece dni. Jak to się mówi - jak nie urok, to przemarsz wojsk... radzieckich :))

Ksieżniczka Czarna wyprowadziła sie na górę do Młodego. Prawie jej nie widuję, gdyż dnie spędza śpiąc u niego na łóżku, wieczorem wychodzi.. wiadomo po co :)

Cwaniara, nie wie, że Młody w sobotę eksmituje się nad nasze morze a ja zamknę jego przybytek na cztery spusty i definitywnie zlikwiduję ten haniebny proceder.

Filuś został kotem poduszkowym. Od jakiegoś czasu dzielimy na spółkę poduszkę do spania:) Coś mu się poprzestawiało w główce i zrobił się łokropnie przytulaśny.

Natomiast Bogusławski...no ten to przechodzi samego siebie. Pomijam fakt, że to kocur wszystkożerny. Smakuje mu nawet farsz na gołąbki. Codzień dochodzą do mnie wieści, że non stop widywanyjest z ptakiem w pysku. Dzisiaj było nie inaczej. Maryla zdała relację, że na dzisiejsze śniadanie była cukrówka. No ale to było na śniadanie a teraz czas na kolację i Sznurówa zaczaił się na marylkowej jabłonce, coby w gęstwienie czekać na wróble.

Tak się czaił, tak cichutko siedział, że mogłam go sobie wołać... Na szczęście żaden ptaszek nie dał się nabrać i w końcu zrezygnowany szedł na dół. Kiedy już szedł na ziemię ani myślał wrócić na swój ogródek.

Dalej się czaił i polował na gołębie, które tłumnie gromadzą się przy karmie dla kur.

A później, kiedy tylko odstawiłam aparat, do akcji wkroczyła Zuzka i pogoniła ze swych włości Boguśka.

- Spadaj Mały, już mi stąd!!! - zasyczała i wydzieliła liścia niedoszłemu myśliwemu.

Amator ptaszków w try miga znalazł się po właściwej stronie ogrodzenia.  I bardzo dobrze, bo po co się szlaja po obcych landach. :))

A kiedy kocina przychodzi do domu zmęczona po polowaniach, przybiera taką oto słodką pozę.

I jak tu się złościć na taakiego słoodziaaka?

Tagi: koty suńka
20:12, jagus161
Link Komentarze (14) »
niedziela, 19 czerwca 2011

19 Czerwca 2010 roku podpisałam umowę adopcyjną pomiędzy mną a Stowarzyszeniem humanitarno-ekologicznym "Dla Braci Mniejszych" z siedzibą w Żywcu, na mocy której przejęłam nieodpłatnie psa w wieku 1,5 roku, płci suka o imieniu Mała, rasy owczarek niemiecki :)

Tak, dzisiaj mija dokładnie rok od tamtego dnia, a co za tym idzie Malutka też jest z nami już rok :) Jak to się wszystko zaczęło? Ano wszystko ma gdzieś swój początek. Czasem początek jest wyraźny, czasami jednak rysuje się dosyć mgliście i dopiero pewne zdarzenia determinują kolejne. Tak było z naszą Małą.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie prowadziłam jeszcze wtedy bloga. Natomiast namiętnie już czytywałam blogi o zwierzakach  i nieśmiało komentowałam. Ze Sztuki mruczenia Jany dowiedziałam się o akcji dokarmiania zwierząt prowadzonej na portalu szerlok ( obecnie chyba tablica.pl). Ponieważ takie akcjie niewiele kosztują nas internautów a dla zwierząt są zbawienne, brałam w niej czynny udział każdego dnia klikając w zwierzka, któremu akurat brakowało najmniej kliknięć aby go w pełni nakarmić :)) Owe klikanie spowodowało, że zaczęłam przeglądać ten portal w kategorii adopcji zwierząt. Robiłam to tak mimochodem, nie mając na myśli nic konkretnego. W sercu miałam jeszcze smutek po odejściu Pepsi i nie w głowie mi był kolejny pies. Ale jak to bywa w takich przypadkach, życie ma dla nas co krok niespodzianki. Czytając trafiłam na zdjęcie Małej. Zdjęcie suńki, zrobione na parkingu przy lecznicy w zimowej aurze, na którym widać u psa opatrunek na całej tylnej łapie. Z opisu wyczytałam, że to suńka o wdzięcznym imieniu Mała oddana przez właściciela/li do weterynarza celem uśpienia. Nie sprawdziła się jako pies stróżujący. Dodatkowo oddana ze skomplikowanym złamianiem łapy. Nie zgodzono się na uśpienie i tak sunia trafiła pod opiekę fundacji i lekarzy. Była operowana trzy razy. Z racji swego żywiołowego charakterku dwa razy sama sobie uszkodziła ową łapę i za każdym razem lekarze musieli ją od nowa składać. Kiedy jej stan poprawił się na tyle by szukać dla niej domu, fundacja zaczęła ogłaszać ją w necie i tak trafiłam na Małą. Pokazałam ją moim Panom a oni stwierdzili, że już skradła im serca i że to pies dla nas i  jeśli tylko to będzie realne musi być nasza :))  I tak skontaktowałam się z Panią Beatką z Fundacji. Po ustaleniach co oferujemy, co za zwierzyniec mamy, czekaliśmy na wizytację wolontariuszki, która miała nas zakwalifikować, że faktycznie spełniamy warunki adopcyjne. Przyznam sie, że z duszą na ramieniu czekałam na telefon od Beaty z Bielska. Kiedy potwierdziła, że wszystko w porządku i możemy odebrać Małą z kopyta w piątek ruszyliśmy kupować wyprawkę dla suńki.

A w sobotę zaraz po obiedzie wyruszyliśmy do Bielska Białej po Małą. I tak piesa, ten nasz kochany oszołom trafił do nas i jest z nami już rok. :)  Pragnę za pośrednictwem tego wpisu podziękować Stowarzyszeniu "Dla Braci Mniejszych" oraz lekarzom z Beskidzkiej Lecznicy Weterynaryjnej  za uratowanie Małej.

Tagi: mała suńka
11:27, jagus161
Link Komentarze (21) »
sobota, 18 czerwca 2011

To działo się w iście ekspresowym tempie. Rano, około 8 godziny szykowałam śniadanie. Otworzyłam okno, bo duchota nieziemska panowała. Na niewiele się to zdało, ale dało przynajmniej szansę wyjścia na skarpę futerkom. Czarna ruszyła pierwsza. Reszta towarzystwa jeszcze zaspana, nieskora była do wycieczki. Po krótkiej chwili Czarna już była z powortem. Swoje śniadanie niosła w pyszczku. Reguły panujące w naszym domu są jasne - jak zakaz wnoszenia do pubu swojego piwa lub innego napoju wyskokowego. Czarna z żarciem  została więc wyproszona z domu w towarzystwie niezbyt pochlebnych słów. Przyznam się, że nie była z tego faktu zadowolona.

Przysiadła więc ze swoją zdobyczą po drugiej stronie ulicy. Nie wiem skąd, ale w dosyć szybkim tempie zmaterializował się koło niej czarny kot. Nie znam go osobiście, ale J. stwierdził, że go widuje.

Nieznajomy postanowił chyba dołączyć się do Czarnej i jej śniadanka.

Zamieszanie z Czarną pobudziło Filka. Widać zresztą, że zapach ptaszyny o poranku wzmógł jego apetyt i postanowił dotrzymać towarzystwa Kici. A może zadziałała rodzinna solidarnośći i chciał Czarną chronić przed intruzem.

I takim oto sposobem na jednego małego wróbelka chrapkę miały już trzy futerka.

Rudy przyjął pozę szefa, bo co będzie na stojąco czekał na żarcie. Kobieta upolowała, to pan i władca czeka aż zostanie podane do stolu :))

Oczywiście nie mogło zabraknąć w tym szacownym towarzystwie złodziejaszka numer jeden. Bogusiek vel Sznurowa, tudzież nazwany przez Wilddzik Wieprzowinką :)) też miał ochotę na ptaszynę o poranku. W każdym razie nie zamierzał odpuścić szykującej się imprezy. I tak wróbelek miał już czterech potencjalnych smakoszy.

Czarna nie w ciemię bita i wyemancypowana jest do granic możliwości, więc z futrzastymi trutniami ani myślała się dzielić swoją zdobyczą. Ptaka w paszczę zabrawszy czmychnęła w krzak bzu tak nagle i szybko, że panowie byli odrobinę skonsternowani jej zachowaniem.

Rudy i czarne kocisko postanowili w takiej sytuacji poznać się bliżej. Bogusiek czekał na swoją kolej.

Niestety bliskie spotkanie zostało w drastyczny sposób przerwane, bo na ulicy pojawił się młody husky na smyczy a koty nie wyraziły chęci na zacieśnianie stosunków towarzyskich z piesą. Wystarczało im to, że Mała szalała za ogrodzeniem jak tabun dzikich koni. Rozpierzchły się więc szybciutko i cichutko po skarpie.

 

Ps.

Bogusiek pozazdrościwszy Czarnej porannej zdobyczy, nie zasypywał gruszek w popiele i w tej chwili, gdy  piszę te słowa siedzi w iglakach na ogrodzie i kończy pochłaniać gołąbka.

I tak się zastanawiam, bo kiego grzybka kupuję im 10 kilo karmy co dwa miesiace :))

Tagi: koty
12:13, jagus161
Link Komentarze (19) »
piątek, 17 czerwca 2011

Dzisiaj nie będzie o moich futerkach.

Dzsiaj będzie o akcji Krakvetu i mojej prośbie o głosy na fundację MiauKot. O fundacji tej dowiedziałam się z bloga Konstatacje ewko77, która ma pod swoją opieką kilka kotków oraz pieska. Oprócz tego działa w owej fundacji ratując zwierzęta przed okrutnym losem. Prowadzi zresztą nie tylko tego bloga, ale również inne min. Kototka, na którym w zeszłym roku śledziłam losy jednego z kotów, ciężko doświadczonego przez los i który stał się dla mnie osobistym bohaterem. Avatar, bo o nim teraz będę pisać, to kocurek, którego ktoś postrzelił śrutem i który podobnie jak bohater filmu Jamesa Camerona ma sparaliżowane tylne łapki. Pomimo tego wykazuje ogromną chęć do życia i mimo niedogodności próbuje po swojemu poruszać się w otoczeniu i radzi sobie całkiem nieźle. Gdy trafił pod opiekę fundacji miał takie odleżyny na pupie, że gdy zobaczylam zdjęcie to jęknęłam z przerażenia. Jego historia jest dokładnie opisana i zainteresowanych odsyłam do Kotototka. Może Avatarek skaradnie komuś serce i znajdzie wreszcie dom dla siebie ... taki na stałe. Jego przeogromna chęć życia jeszcze bardziej zmobilizowała mnie do walki z moją chorobą.

Skoro kociak się nie poddał i wyszedł z tak ciężkiego stanu, to ja też muszę walczyć - tak wtedy myślalam i walczyłam.

Dlatego postanowiłam przyłączyć się do apelu ewko77 i proszę Was Moi Drodzy Czytelnicy oraz Wirtualni Przyjaciele Psiakotów o zagłosowanie na fundację MiauKot w akcji ogłoszonej przez Krakvet.

Zapewne pamiętacie, jak Panvvu prosił nas o wsparcie warszawskiej Koterii. Teraz ja proszę o wparcie bytomskiego Miaukota. Razem możemy więcej Kochani a wydaje mi się, że Miaukot i ewko77 wraz z innymi wolontariuszami zasługują na nasze wsparcie. To nas nic nie kosztuje poza paroma minutami na rejestrację lub na zalogowanie się i oddanie głosu. Ja już to zrobiłam. W tej chwili oddano na fundację tylko dwa głosy. Myślę jednak, że warto spróbować zawalczyć o nagrodę główną. Ja walczę razem z ewko77. Walczę dla Avatara i dla siebie. Każdego dnia staczam walkę z moim ciałem i jak narazie wygrywam tę walkę. Nie poddaję się tak jak ten kocurek i wiele innych mu podobnych kotków i piesków, kóre zostały skrzywdzone przez ludzi, lub pozostają bezdomne. Moi Drodzy zawalczmy razem!!! Dla Miaukota!!

 

Ps.

Nie jestem z Bytomia i nie mam w tym żadnego interesu. Zrobiłam to, bo tak podpowiada mi serce i wierzę, że robię dobrze.

 

Tagi: akcja
21:39, jagus161
Link Komentarze (14) »
środa, 15 czerwca 2011

No tak- dzisiaj mam wolne z uwagi na badania lekarskie, które sobie dzisiaj w godzinach rannych strzeliłam oraz strzelę sobie po godzinie 16 :) A co?! :)) Ale do rzeczy.

Filek noc z soboty na niedzielę spędził chyba na tarsie Młodego. W sobotę wieczorem widziano go w tym oto miejscu.

Rano okazało się, że jest na naszym tarasie i delikatnie domaga się wpuszczenia w domowe pielesze. Nie wnikam w szczegóły, ale chyba odważył się skoczyć z naszego dachu na dach garażu Maryli.

Czarnula okazała się zdrajczynią. Ponoć daje się głaskać obcym ludziom. Tako rzecze Maryla, naoczny świadek przestępstwa :) Nie jest to dla mnie miła wiadomość, bo mam obawy aby w swej ufności nie trafiła na człowieka, który będzie chciał ją skrzywdzić.

Dzisiaj rano Bogusiek, vel Sznurówa (ksywka jak najbardziej na miejscu, bo półswiatek też ma swoje przezwiska, a on chyba zaczyna się z tym identyfikować) zaiwanił Młodemu z talerza zapiekankę, którą zrobiłam mu na śniadanie. Zwyczajnie w świecie zeżarł z niej szynkę z serami i zostawił tylko nie jadalną bagietkę :)

Korzystajac z dnia wolnego, wstapiłam na obiecaną kawę do mojej kuzynki Kariny. Od razu padłam z wrażenia nad jej różami :)

Cudnie się pije kaweczkę w tak pięknym otoczeniu :)

Ma kobieta do nich rękę. Kwitną nawet te, które z racji podmarznięcia musiała przyciąć równo z ziemią :))

Miała też dla mnie małą niespodziankę. Kiedyś obiecała mi rybkę z połowów jej szanownego małżonka. Tu muszę dodać, iż jest (ów małżonek!) zapalonym wędkarzem i gdy tylko ma możliwośc zwiewa nad Poraj lub bliżej nad naszą dąbrowską Pogorię. Rybka faktycznie okazała się mała...a raczej jak dla mnie małym potworkiem. Jest to karp i waży bagatela 3,80 kg i ma ponad 50cm długości. Zaraz zadzwoniłam do J. co by szybko wracał z pracy, bo w lodówce leży potwór i ja się boję, że mnie pożre :)) Prawda jest taka, że to ja mam dzisiaj ochotę na smażonego karpiszona :)

Tagi: kawa koty
15:13, jagus161
Link Komentarze (10) »
piątek, 10 czerwca 2011

Wróciło moje dziecię z angielskiego i przyprowadziło ze sobą Boguśka. Przyszła kocina do mnie po jakimś czasie i łasi się niemiłosiernie. Znaczy się czas na mizianie. Jak mus to mus:)) Miziam więc tego pieszczocha i mruczę mu do ucha

-Ależ ty fajnie pachniesz! Załapałeś się u kogoś na grilla?

Nagle zdaję sobie sprawę, że znam ten zapach. Idę do kuchni. Tak. Zgadza się. Fakty temu nie zaprzeczają. Bogusiek vel Sznurówa podpiął się pod domowy smalczyk, który dzisiaj wytapiałam ze słoninki i wędzonki. :))

Tagi: Bogusiek
21:20, jagus161
Link Komentarze (8) »

Spieszę donieść, że żyjemy :) Pracujemy, polujemy, tudzież opierdzielamy się równiutko :) To ostatnie tyczy się futer oraz suńki :) Z nowości muszę poinformować, iż Bogusławski pod okiem trenerki (czyt. Czarnej) wyspecjalizowanej we spinaczkach wysokościowych, opanował sztukę łazęgowania po dachu (czyt. po jego szczycie). Znaczy się w domu mam trzy prawdziwe z krwi i futra dachowce :), które najczęściej widać ostatnimi czasy jak wylegują się w rynnach tudzież odwiedzają okolice komina. Futra są przeszczęśliwe, ja nie:) Któryś z killerków parę dni temu upolował ptaszka a że mnie akurat nie było w okolicy, to łup został złożony w ofierze Młodemu na jego tarasie. Moje dziecię tak się z tego faktu ucieszyło, że każdy kotecek został przez niego osobiście pochwalony i wymiziany :) Mam pewne obawy co do stanu psychicznego mojej progeniutury :)) bo wcześniej tego nie czynił ;)

Mała sprawuje się w czasie mojej bytności w pracy na medal. Nie stwierdziłam, jak do tej pory żadnych ubytków w domowym asortymencie. Oby tak dalej a bedą z niej psy :))

To tyle z nowości. Wiem, że z racji mojej pracy omija mnie wiele futrowych spraw, ale mam nadzieję, że weekend będzie pod tym względem owocny. A narazie życzę Wszystkim miłego weekendu oraz zapraszam na Candy u will.ow, bo to chyba dzisiaj o północy się kończy :))

Pozdowionka :))

 

Tagi: koty suńka
20:22, jagus161
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 czerwca 2011

Mam dzisiaj wolne od kuchni. Dzisiaj na obiad rolady, więc w przybytku rządzi J. Tradycyjnie gdy rozklepywał mięso, w kuchni natychmiast zmaterializował się rudy :)

Grzeczniutko podszedł w pobliże robót i przyjął pozę wyczekującą. Jak to J. stwierdził:

-Filuś pod tym względem jest bardzo grzeczny bo czeka aż mu się da kawałek mieska.Bogusiek to co innego. On tylko czeka na okazję aby coś samemu zachachmęcić.:))

Skoro rudzielec taki grzeczny to i owszem załapał się na mięsko. Załapała się też Mała :)) Dobrze jest mieć oko na koty :))

Tagi: Filek mała
10:46, jagus161
Link Komentarze (10) »
sobota, 04 czerwca 2011

Ależ słonko daje po plecach :)) Futerka i sierściuch ledwo zipią. Wczoraj wieczorem Bogusiek po całym dniu zaległ na tarasowym  fotelu i chyba miał wszystko w głębokim poważaniu.

Dzisiaj szukał chłodnych kafli i chyba w końcu wylądował w garażu.

Mała podobnie. Dzisiaj nawet nie biega, leży płasko i tylko od czasu do czasu łeb podnosi. Pokazałam jej w piwnicy dawne miejsce Pepsi, które wykorzystywała w czasie takiej pogody, ale Mała nie odstępuje mnie na krok więc sama tam leżeć nie chce. Ja z kolei nie mam zamiaru leżeć z nią w chłodzie i cieniu :)) Skoro tak, to leży teraz ze mna w sypialni z wywalonym jezorem.

Czarna odsypia nocną eskapadę. Wyszła sobie trasem od Młodego nie wiadomo o ktorej i zrobiła nam pobudkę o 7 rano :)

Ulokowała się na jednym z krzeseł i leży tak już od rana.

Z pewnością zbiera siły na powtórkę z rozrywki, ktorą ma zamiar sobie zafundować dzisiejszej nocy.

Filek natomiast zaległ w iglakach na skalniaku i nie wychodzi. Zdjęcia nie zrobiłam bo nie mam zamiaru wciskać się w te chaszcze. Wiem, że tam jest bo dał głos gdy go wołałam :) Dzisiaj się okazało, że jest kotem niskodrzewnym, bo uciekając przez Małą zdołał wskoczyć na pień wiśni... ale tylko na wysokość jej łba. Nastąpiła krótka konsternacja obu antagonistów. Pierwszy do siebie doszedł rudy. Zawstydzony swoją wpadką, machnął łapą w okolicy oczu suńki i pognał w owe iglaki. Mała zaszokowana jego niesprawnością nawet nie ruszyła za nim. Chyba obmyśla w tych iglakach jak zmazać taką plamę na swym kocim honorze. Dobrze, że nie widziała tego Czarna, bo chyba by pękła ze śmiechu :))

 

czwartek, 02 czerwca 2011

Wczoraj wieczorem rudy zaginął mi w akcji. Był, kręcił się po domu a jak przyszło do odliczania to zonk. Kota wcięło. Nie pomogło wołanie, szukanie. Nic! Jak kamień w wodę! Było o tyle spokojnie, że wiedziałam, iż kocur przebrzydły gdzieś się w domu zaszył. Mogłam sobie język strzępić do woli. Bez skutku. Zeźlona poszłam spać. O 3 nad ranem rudemu dobiło się do zwojów mózgowych echo mojego wieczornego nawoływania i stwierdził, że się zamelduje. Pobudka była z baranka z żądaniem natychmiastowego miziania, popartym ogłuszajacym traktorzeniem. To co mi się wtedy w głowie kołatało zbędę dyskretnym milczeniem. Faktem niezaprzeczalnym jest to, iż o spaniu mogłam zapomnieć.

Później zażądał wyjścia skoro świt. Nie odmówiłam. Niech idzie wyżywać się na skarpę.  Bogusiek, którego Filek również obudził, nie omieszkał skorzystać z okazji i polazł za rudzielcem. Tak więc dzień zaczęłam z kurami A skoro  tak, to skończę o zmroku też z kurami :)  Przebrzydła ruda pierdoła teraz śpi i niech tylko spróbuje coś w nocy wymłodzić. Obetnę racje żywnościowe :) A co!!!

Tagi: Filek
19:25, jagus161
Link Komentarze (13) »
O autorze
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Kotlownia-blogi o kotach
Candy u Will.ow