Moja banda doskonała: Filuś, Czarna oraz Mała
RSS
piątek, 03 lutego 2012

 Mała

- Czarna, spójrz na chłopaków. Oni znowu w miskach siedzą- zagadnęła Mała

Czarna

- Wiesz Mała, czasami się zastanawiam dlaczego to my ciągle musimy dbać o linię?

Boguś i Filuś

- Baby są jakieś inne.

- Nie gadaj, tylko wcinaj!!

Tagi: koty mała
19:14, jagus161
Link Komentarze (8) »
środa, 01 lutego 2012

Filosław zadumany

- Zimno na dworze, że pazurki wygina w drugą stronę- zadumał się Filosław, najgrzeczniejszy kotek w Psiakotowym stadzie.

- To może pobawmy się w domu- zaproponował Boguś, największy koci oszołomek.

- Pogonimy Czarną. Uwielbiam gdy wkurzona na mnie syczy na cały pyszczek - zamruczał radośnie.

Czarna

- W takie mrozy najlepsze jest spanie. Ponoć dobrze robi na futro - skwitowała Czarna

- Ty mały nie prowokuj, tylko lepiej uskutecznij zalegatora.

Boguś

- No to uskuteczniam...na płaszczkę.

20:29, jagus161
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012

Godzina 3.26 rano. Tyle zarejestrował mój mózg do spółki z oczami. Sam zarejestrował wcześniej odgłosy drapania w pościel.

- Obudź się kobieto, coś się dzieje !! -  krzyczał.

Taaa, ano dzieje się tyle, że Czarna chciała wejść pod kołdrę. Tylko, że we śnie owinęłam się nią jak kokonem i Kicia nie miała możliwości, aby się pod nią wcisnąć. Użyła więc swoich pazurków. W końcu od czegoś się je ma. Tylko dlaczego muszą służyć do budzenia o tak nieprzyzwoitej godzinie?

16:05, jagus161
Link Komentarze (7) »
niedziela, 29 stycznia 2012

Ależ nam zleciało. Ledwo człek ogarnął końcówkę roku, przebalował początek nowego i styczeń można uważać za miesiąc zamknięty. 

Do twarzy mi w tym stroiku.

- Kobieto, weź się ogarnij i sprzątnij ten stroik, bo ileż można na nim leżeć?!

Bardzo wygodna ta miejscówka

- No chyba, że planujesz dołożyć do niego wielkanocne pisanki.

Czarne lubi ciepełko

- Uważam, że moja miejscówka jest zdecydowanie lepsza od Bogusiowej a przynajmniej dużo cieplejsza.

Tak więc po noworocznej ciszy, która nam się nieopatrznie ździebko przedłużyła informuję, iż wszystkie cztery futra cieszą się w najlepsze zdrowiem i za nic mają trwające mrozy. Z jednym wyjątkiem...jako, że zima trwa w najlepsze, nasza a konkretnie moja aktywność blogowa zmalała proporcjonalnie do temperatur panujących za okami :))

Ps.

Wszystkim bardzo dziękuję za świąteczne życzenia i kartki.

Jasna 8, jeśli jeszcze potrzebujesz mojego maila, oto on  jagus161@wp.pl  :)

niedziela, 18 grudnia 2011

Zanim będzie o spółce, wiadomości z KotoTotka o Avatarku. Przypominam, że nieustannie szukamy dla niego domu.

Avatar poleca się pamięci i wierzy bardzo, że gdzieś są jego Ludzie, tylko, że jeszcze o tym nie wiedzą.

A teraz o spółce. Pisać nie będę, bo nie ma po co. Wcześniej pisałam o dowodach zbrodni lecz Mała znalazła tylu obrońców i na dodatek tak przekonywujących, że wymiar sprawiedliwości nie miał innego wyjścia jak umorzyć postępowanie. I tak oto powstał stary jak świat casus.

Nie powiem, wspólnicy na początku troszkę się zmieszali moją obecnością.

Bogusławski to chyba pomyślał, że wdepnął w niezłe g...o i że teraz jego pozycja towarzyska zostanie mocno nadwątlona skoro zszedł na psy :))

Małej  było to obojętne. Jak widać na ostatnim zdjęciu, po chwili kocur ochłonął i razem z suńką zaczął rżnąć przysłowiowego głupa.

środa, 14 grudnia 2011

Bez komentarza :)

Dodam tylko, że kartoteka Małej puchnie. Młody się o to stara :))

Tagi: mała
18:00, jagus161
Link Komentarze (9) »
wtorek, 13 grudnia 2011

Miało być o Małej i będzie, ale później. Teraz sprawa pilniejsza jeśli nie najpilniejsza na jaką trafiłam w ostatniej chwili. Poniżej cytuję za autorką, czyli ewko77 z KotoTotka.

Avatarek - sparaliżowany kocurro, który w nosie ma swoją ułomność i radzi sobie jak umie - w trybie pilnym szuka domu: najlepiej  stałego, ale ratuje go również dom tymczasowy - nie możemy sprecyzować, na jak długo. 

Resztę wiadomości znajdziecie u ewko77 !!!!

Osobiście mam słabość do Naczelnego Plątonogiego, jak zwykła nazywać go właśnie ewko77:)) Chyba razem z kocurkiem telepatycznie i uporczywie trzymamy się  życia i wciąż mamy na nie apetyt. :))

Jeśli możecie nie bądźcie obojętni na los Avatara. Kocurek naprawdę zasługuje na dom.




Tagi: Apel Avatar
18:39, jagus161
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 28 listopada 2011

Wiało wczoraj, że głowę o mało co nie urwało. Poza wiatrem było ok, bo i ciepło w miarę i słoneczko nas zaszczyciło i tak nie listopadowo było. Koty polowały na ulicy uparcie na liście. Ja wpadłam w kuchenny szał i gotując, piekąc tudzież robiąc sałatki, obserwowałam przez okno ich poczynania. Nagle gdzieś mi ferajna zniknęła z pola widzenia. Poszukałam wzrokiem... ooo.. jest Czarna!! Przycupnęła na skraju bzowego krzaka.

- A cóż ona tak siedzi? Wypatrzyła coś? - pomyślałam i rozejrzałam się za resztą towarzystwa. Panów nie zauważyłam. Natomiast wiedziałam już, dlaczego Kicia tak zasiadła pod krzakiem.

Naprzeciw niej siedziała bowiem, dobrze nam znana kocica. Sprawdziłam to pani/panna kicia :)

Z szerszej perspektywy wyglądało to tak :))

Postanowiłam obadać sytuację. Zabrałam miskę z jedzonkiem ale aparatu już zapomniałam :( Kicia dała się wziąć na ręce, pomiziać, by później i owszem pochylić się nad miską. Nie skrępowana niczym zaczęła raczyć się suchym. Oczywiście zaraz zjawili się panowie. Nie uwierzycie jak demonstracyjnie dawali kotce do zrozumienia, że ta oto przypadkowa karmicielka, to jest ich własnością i żeby sobie czasem kocia nie pomyślała, że ona do nich może dołączyć. Ocierania o moje nogi nie było końca a Filek wspiął się na wyżyny swoich umiejętności akrobatycznych i  pieska preriowego uskutecznił siadając na pupie i robiąc stójkę swoim pokaźnych rozmiarów jestestwem :)) Swoją drogą zdolna z niego ruda bestyjka, jak chce to potrafi :)) Czarna po pokazaniu, że też jestem jej własnością z pewną nieufnością i dystansem obserwowała kotkę.

W każdym razie po posiłku, kocica oddaliła się ulicą i tyle ją jak na razie widziałam. Jednak karmienie to pokazało, że na darmowe żarełko był jeszcze jeden chętny. Kotek czarno- biały. Tu niestety widać było od razu, że nieborak albo bezdomny albo opiekunowie do d..y. Futerko jego było brudne, ślepka też zdrowiem nie błyszczały. Dałabym mu żarełka ale się bidulek bał moich futerek, mnie i chyba też kocicy. Podbiegł na ułamek sekundy i zaraz czmychnął w krzaki.

Gdy kocica odeszła, futra nagle straciły zainteresowanie moją osobą i rozbiegły się w trzy strony. Zostałam sama pod krzakiem bzu.

- No co tak sama będę tu stać, chyba se pójdę do domu, nie - pomyślałam.

Bogusiek stwierdził, że pora odpowiednia na polowanie i jak to ma w zwyczaju udał się w zakazane rewiry, czyli na ogródek u Maryli. Wypatrzył chyba to stado wróbli, na które zwróciłam uwagę wracając do domu z pustą miseczką od kotki. Myślał, że łatwo mu pójdzie, bo Zuzki ani Kuby nie było widać. Nic bardziej mylnego.Tym razem na straży granicy stała/siedziała Zuzka :))

 

Wygrzewała się na daszku od komórki (tak, dokładnie tej samej z której nie umiał zejść Filek) i obserwowała Sznurówę.

Sznurówa, jak to Sznurówa, kotecek o bardzo małym rozumku, nic sobie z tego nie robił  a mając tylko w główce przemożną chęć na ptaszki, które tłumnie nawiedziły pobliskie drzewo, nie zwrócił uwagi na obecność strażniczki i wskoczył na daszek.

Ale się chłopina zdziwił, aż mu się grzbiet wygiął i futro z tego zdziwienia zjeżyło.

I próbuję ją czarować tym swoim uwodzicielskim wzrokiem i obchodzi delikatnie z boczku a Zuzka nic, tylko bacznie obserwuje intruza.

-Zuzka  nie bądź zołza. Daj zapolować na ptaszka - zdaje się ją prosić.

- Spadaj na swoje podwórko smarku jeden. Ptaszki są moje, bo drzewo jest moje - syczy już podirytowana nie na żary kocica.

-Jak nie to nie. - zamruczał Bogusiek. Popatrzył tęsknym wzrokiem na świergolącą gromadę i zeskoczył z daszku, udając się sobie tylko znanym kierunku.

Na wszelki wypadek, żeby mu czasem do głowy nie przyszło by wrócić, eskortowała go Zuzka zeskoczywszy zaraz za nim z jakże cieszącego się ostatnimi czasy powodzeniem daszku :))

A ja to wszystko z okna widziałam i przez szybę fotografowałam i tak Wam to opisałam :))

sobota, 26 listopada 2011

Wiadomym faktem jest, że na naszej ulicy rządzą niepodzielnie koty :) Mają swoją skarpę, mają lokalną koterię, która stoi na straży ładu i porządku terytorialnego no i maja wokół siebie ludzi od których krzywda ich nie spotka. Wiadomo, że jeśli chodzi o terytorializm naszych kotów, prym wiodą dwie panie. Czarna i Zuzka. Tak też było i dzisiejszego ranka.

Leżałam sobie jeszcze w łóżeczku, kiedy do mych uszu dobiegły odgłosy porządnego darcia futra. Rozpoznałam syczenie Czarnej, natomiast drugie było mi obce a więc nie Zuzka. Jak nie Zuzka, znaczy się obcy, intruz wszedł na nasz ogród. Okazało się, że intruz schował się w skalniaku przy sadzawce. Była to kotka tricolorka.

Przepraszam za jakość zdjęć ale były robione zza szyby i jeszcze przy złych ustawieniach.

Czarna obchodziła kocicę z daleka. Skalniak jest niewidoczny z tego ustawienia ale zaczyna się tuż za prawym końcem zdjęcia :)

Zeszłam do Czarnej i by zobaczyć przy okazji to cudo, któremu tak się obrywa. Okazało się bardzo przymilne i grzeczniutkie. Kotka nie uciekła na mój widok, tylko zamruczała i dała się wziąć na ręce. Okazało się, ze w śród iglaków siedziała pozostała część mojego stada, czyli chłopcy. Gdy wzięłam kociczkę na ręce, kocury wyszły i szybkim kroczkiem skierowały się do garażu.

-Czyżby Czarna broniła swoich mężczyzn przed napastowaniem obcej kobity?

W każdym razie kocia wyglądała na domową, zadbaną koteczkę. Może w czasie spaceru troszkę za daleko się zapuściła a może przyszła w odwiedziny do któregoś z chłopaków? Kto wie. :))

wtorek, 22 listopada 2011

Zimno się zrobiło ostatnimi dniami, o nocach nie wspomnę bo wtedy śpię w ciepłym łóżeczku przygnieciona jednym lub dwoma futrami :)) Kociastym też chłodek zaczął doskwierać, więc z ogrodowych killerów zrobiły się z nich pospolite domówki parapetniaczki. Blat kuchenny jako zastępowy parapetu od zawsze ma u nich wzięcie, jednakże teraz przeżywa prawdziwe oblężenie.

Czarna jak na pannę udającą, że posiada choć odrobinę ogłady, stara się okupować blat w sposób mało uciążliwy i możliwie bezszkodowo. Ot, spogląda na ulicę przez malutką szparkę jaka została między zazdroską a ramą okienną. Czasami zdarza jej się zadrzeć firankę na łebek i wtedy ma szerokie pole widzenia.

Co innego robi, ten oto szemrany podciep, łobuz i naczelny killer stada!! No ten to sobie na delikatności nie pozwala.

Żadnych sentymentów zazdrosce nie okazuje. Bezceremonialnie, rozcapierzonymi łapami z pazurami jak nie wiem co, wiesza się na bidnym kawałku tkaniny. 

Czarna wydaje się tym faktem być wielce zgorszona :)) i woli na takie chuligaństwo nie patrzeć :))

W niedzielne popołudnie Sznurówa pokazał zresztą, że sentymentów to on wobec nikogo żywić nie ma zamiaru i w jego mniemaniu nie istnieje prawo łaski. Zwyczajowo przytargał na taras upolowaną ptaszynę, a że akurat wszyscy siedzieliśmy przy stole, bo i pora obiadowa dla nas też była, widzieliśmy wszystko bardzo dokładnie. Żal nam się zrobiło kolejnego ptaszka i jakaż była nasza radość, gdy ptaszyna okazała się żywa i  ostatkiem sił wyrwała się z Boguśkowych szponów. Z sercem na jednej żyle, wymęczonemu, pozbawionemu piór gołąbkowi udało się dolecieć i spocząć na marylowej jabłonce. Skorzystałam z okazji i szybciutko wyszłam na taras po mordercę, aby go odizolować od niedoszłej ofiary. W niego zaś wstąpiła taka żądza mordu, że w dwóch skokach znalazł się na owym drzewie i dalej polować na biednego gołębia. Ptak nie miał innego wyjścia jak salwować się natychmiastową ucieczką na skarpę. Boguś, ogłuchły na moje wołania puścił się za nim w pościg. Nie wiem co było dalej ale wszyscy byliśmy zgodni, że dla gołębia skończyło się to tragicznie.

 

O autorze
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl
Kotlownia-blogi o kotach
Candy u Will.ow